sobota, 18 września 2010

"Hide and seek"

To tytuł filmu. Horroru w zasadzie, który oglądaliśmy dzisiaj wieczorem.
Była godzina dziesiąta, drzwi do pokoju zamknięte, na korytarzu ciemno, w pokoju ciemno i tylko ten film na laptopie, a nas czworo.

Akcja w pełni, główny bohater szukał po domu podejrzanego o morderstwa. Skrzypiące drzwi i takie tam. Rzeczony postanawia zejść do piwnicy, podchodzi do drzwi, otwiera je... zapala światło. UŁAMEK SEKUNDY i światło zapala się u nas na korytarzu. Widzę to przez szparę w drzwiach i mówię drżącym głosem "ej, światło się zapaliło... u nas!" (wszyscy przebywający w domu oglądają ten film...) i w tym momencie same otwierają się drzwi. Wrzaaaaaask!!!!!! Wrzeszczałyśmy z przerażenia.
Cięcie.

****

Był sobie Carl, mój współlokator.
Carl jest bardzo wierzący. Ze względu na to, że Papież przebywa obecnie w Wielkiej Brytanii i w dodatku mieszka w domu naprzeciwko domu rodziców Carla, Carl przekładał moment swojej wprowadzki kilka razy. Powiedział nawet, że wprowadzi się w piątek(dzisiaj), ale to też jakoś mu się przedłużyło i dojechał do swojego nowego domu około 22. Miał swoje klucze, otworzył więc drzwi, zapalił światło na korytarzu i... usłyszał WRZAAAAAAASK!!!!!!

****

Cóż. Dzień, w którym Carl wprowadził się do domu zapamiętamy wszyscy. Idealne wyczucie czasu.

Śmialiśmy się co nie miara.



---
Napisanie tej historii jest zgrabnym ominięciem tematu pożegnań.
Nie umiem się żegnać.
Nie wtedy kiedy mam wrażenie jakby ktoś wyrywał mi serce.

Dlatego chcę zapamiętać ten czysty śmiech, którym zanosiliśmy się gdy okazało się, że to Carl zapalił światło, a otwarte drzwi na dole wywołały przeciąg, który otworzył drzwi.
Szczery śmiech... będzie mi Cię brakowało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz