niekończące się listy "to do" i kartka na biurku "siedź na dupie i rób!", jak również brak aktywności na blogu świadczą o tym, że jestem niemiłosiernie zajęta. nagromadziło się spraw do pozałatwiania i dochodzą nowe "niespodzianki", a do tego trzeba ogarniać dwa kierunki i pracę na bieżąco. chciałam to mam. a rezultatem jest chwilowo prze-prze-prze...[ziew]męczenie.
wewnętrzny imperatyw. do czwartku wieczór uporam się ze wszystkim na moich mnogich listach. choćby nie wiem co. w dodatku wtedy będę już pewnie po interview na nowe stanowisko. trzymajcie kciuki, bo może będzie "awans" ;)
...i wtedy nastanie jasność i zrobię sobie półtora dnia weekendu (za tydzień w piątek kończę o 13, a soboty mam 'wolne'). no. plan jest, więc do dzieła! :)
Dasz radę:) Ich liebe Dich:)
OdpowiedzUsuń